
Miasto Wygnańców. Zgorzelec 1945 – 1950
Miasto Wygnańców. Zgorzelec 1945 – 1950
»W lutym 2025 roku światło dzienne ujrzała książka Piotra Pietryka „Miasto Wygnańców. Zgorzelec 1945 – 1950”. Fascynująca lektura o trudnym, ciekawym, przełomowym okresie w życiu przygranicznego miasta. Zachęcając do lektury przepytujemy autora na okoliczność wydania liczącej 368 stron pozycji.«
Kiedy piszesz? Jako człowiek zajęty, nauczyciel, trener, mąż, ojciec?
To dobre pytanie. Trzy lata zajęło mi, żeby dopłynąć do brzegu tej książki. Lubię pisać rano, wtedy wszystko jest wyraźne i przejrzyste. Wieczorem trudniej mi się skupić. Wtedy tylko czytam, żeby zarysować sobie plan i zakres moich poszukiwań historycznych. Historyk to detektyw, który rozwiązuje zagadki z przeszłości i przedstawia proces ich powstawania.
Dlaczego „Miasto Wygnańców”?
Z tytułem miałem problem. Jak przyciągnąć czytelnika i jednocześnie nie przekroczyć cienkiej granicy. Tytuł pojawił się w moich przemyśleniach w czasie pisania rozdziału o Grekach i Macedończykach. Wtedy dotarło do mnie jak zatytułować książkę. Zrozumiałem dramat miasta, w którym cztery narody w sposób realny zderzyły się z pojęciem „wygnanie”. Decyzją jednego człowieka, Stalina, zostali zmuszeni rozpocząć tragiczną odyseję w poszukiwaniu nowego domu. Niemcy musieli opuścić Görlitz-Ost, Polacy i polscy Żydzi Kresy Wschodnie, a Grecy i Macedończycy słoneczną Helladę. Przecięte na dwie części miasto Görlitz - Zgorzelec stało się epicentrum wstrząsów demograficznych, jakie nastąpiły w Europie po zakończeniu drugiej wojny światowej. To była powtórka z historii. Nawiązanie do okresu wielkiej wędrówki ludów podczas upadku Cesarstwa Rzymskiego. Jednak po drugiej wojnie światowej tempo tych przemian - siedem miesięcy - to była jakaś abstrakcja. Nikt czegoś podobnego nie dokonał nigdy w historii. To było niewykonalne. Jednak przystąpiono do realizacji tego projektu. Stąd tyle ofiar i ludzkich dramatów.
Czy lata 1945-1950 to najciekawszy dla historyka czas w życiu Zgorzelca/Goerlitz?
Oczywiście lata 1945-1950 to najciekawszy okres w życiu miasta w XX wieku. Dla Polaków kluczowy. Zbieg niesamowitych okoliczności sprawił, ze zostaliśmy gospodarzami wschodniej części Görlitz. To niezwykłe jak do tego doszło. W pierwszych rozdziałach Miasta wygnańców wyjaśniam ten fenomen.
Czy twoim zdaniem historia się powtarza?
Na swoich zajęciach, które prowadzę w szkole, do każdego tematu podaję cytat. W tym przypadku mamy piękny cytat angielskiego romantyka Georga Byrona. Moi uczniowie na pewno go znają. Cytuję: Taki jest morał wszystkich naszych dziejów. To co raz było, ciągle się powtarza. Chociaż historia kart sobie przysparza ma tylko jedną kartę”. Myślę, że w tym cytacie zawarta jest odpowiedź na Twoje pytanie. Oś czasu odmierza nieustannie kolejne lata. Zmieniają się tylko bohaterowie i miejsce akcji.
Zaskakujący moment geopolityczny - wisząca na włosku wojna z Czechosłowacją w 1945. Jak na to patrzysz? Przecież Czesi (przez pryzmat Szwejka) nie kojarzą nam się z jakąkolwiek agresją.
Musimy pamiętać co wydarzyło się w Czechosłowacji w 1938 roku. Praga została zdradzona w Monachium przez Wielką Brytanię i Francję. Polska postanowiła na tym skorzystać.1 października 1938 roku nasz rząd przedstawił Czechosłowacji ultimatum, w którym zażądała zwrotu Zaolzia, które Czechosłowacja zajęła siłą w 1919 roku. Wiarygodność Polski na arenie międzynarodowej mocno ucierpiała. Nieformalny sojusz z Hitlerem rzucił ponury cień na wizerunek Polski w świecie. Próba stworzenia mocarstwa w Europie środkowo-wschodniej, jaką lansował polski rząd sanacyjny, legła szybko w gruzach. Czesi nam tego nie zapomnieli. Postanowili zrewidować ustalone granice. Mieli do tego historyczne podstawy. Do 1620 roku Śląsk należał do ich królestwa. Te ziemie prawie trzysta lat należały do nich. W 1945 roku interwencja Stalina zapobiegła wojnie. Przy ocenie tych wydarzeń musimy pamiętać, że oba państwa wychodziły z mroków niemieckiej okupacji. Potrzebowały sukcesu na arenie międzynarodowej i akceptacji rodzimego społeczeństwa.
Państwo Łużyckie. Miało szansę? Co by było gdyby powstało?
To przykra historia. Łużyczanie nie mieli mocnych kart przetargowych w tej rozgrywce. Generalissimus Stalin uważał ich za cichych sojuszników Hitlera. W wielu źródłach znalazłem stwierdzenie, że uważał ich za faszystów, co nie było prawdą. Budziszyn opowiedział się za ideą niepodległości powołując się na oświadczenie Stalina o prawie do samostanowienia każdego narodu słowiańskiego. Bierut lawirował, czekał i nie podejmował wiążących decyzji. Nie chciał utraty Górnych Łużyc. W 1946 roku wiceminister Spraw Zagranicznych Zygmunt Modzelewski zasugerował Serbołużyckiej Radzie Narodowej, aby oficjalnie wycofała się z wszelkich roszczeń do ziem na wschód od Nysy Łużyckiej. W zamian Polska poparłaby szeroko rozumiany projekt łużycki, w tym powstanie placówki oświatowej w Zgorzelcu. Próba tego szantażu politycznego nie powiodła się. Łużyczanie odrzucili polską propozycję. Niestety, z każdym miesiącem ich położenie pogarszało się. Masowe przesiedlanie Niemców z terenów polskich na tereny zamieszkałe przez Serbołużyczan, zachwiało dominację autochtonów na obszarze całych Łużyc. Ostateczna decyzja w sprawie przyszłości Łużyc zapadła w 1948 roku. Stalin wykorzystał niechęć samych Niemców do realizacji tego projektu. 23 marca 1948 roku Landtag Saksonii uznał Serbołużyczan jako mniejszość narodową. Popieranie idei powstania państwa łużyckiego nie było w interesie zarówno Niemców jak i Polaków. Serbołużyczanie trafili na zły klimat polityczny, który pozbawił ich marzenia o niepodległości. Podpisanie w Zgorzelcu układu o granicy na Odrze i Nysie Łużyckiej z Niemiecką Republiką Demokratyczną zamknęło temat niepodległości Łużyc. Jeżeli chcielibyśmy się bawić w futurologię, i założyć, że powstałoby państwo łużyckie, polskiego Zgorzelca by nie było, a nasza rozmowa nigdy by się nie odbyła.
W naszej rozmowie ciągle przewija się postać Stalina jako genialnego stratega. Czy coś się zmieniło po latach w tej ocenie ?
Józef Wissarionowicz Dżugaszwili nazywany Stalinem był zbrodniarzem. Przebiegłym człowiekiem, który nikomu nie ufał. Miał to szczęście, że po drugiej stronie światowego konfliktu, nie było takiej osobowości oraz siły sprawczej, która zahamowałaby rosyjski imperializm. Rok 1945 to był szczytowy moment jego kariery. Armia Czerwona wywalczyła największe zwycięstwa w historii Rosji, większe niż pokonanie Napoleona w 1813 r. Syn zwykłego szewca decydował o losach świata. Niestety muszę się zgodzić z twierdzeniem, że powstaniu polskiego Zgorzelca towarzyszył cień Stalina. Nie działał on jednak z dobroci serca. Dyktator wiedział, że przekazując polskim komunistom wschodnie ziemie III Rzeszy, skazuje Polskę na serwilizm w relacjach z Moskwą. Doskonale zdawał sobie sprawę, że bez jego wsparcia Warszawa nie utrzyma nowo nabytych ziem na zachodzie. Na początku ten piekielny plan przynosił całkiem niezłe rezultaty. Jednak z czasem, już po śmierci tyrana, rzeczywistość zaczęła się zmieniać. Zadziałał czas który okazał się najlepszym antidotum na historyczne urazy polsko-niemieckie. Wystarczyło czterdzieści pięć lat, żeby porządek jałtański uległ erozji. Niestety obecnie, po osiemdziesięciu latach od zakończenia II wojny światowej powróciła próba wskrzeszenia imperium rosyjskiego. Wojna w Ukrainie pokazała, że dzieło Stalina ma naśladowców. Na szczęście dla nas, Polska w 1999 roku znalazła się w NATO, co miejmy nadzieję, daje nam gwarancje bezpieczeństwa.
Polski Zgorzelec, a niemieckie Görlitz. Czy dla Ciebie to jedno miasto?
Nie podlega dyskusji, że miasto oraz jego historyczne dziedzictwo były niemieckie. Jednak po osiemdziesięciu latach zarządzania wschodnią częścią miasta, Polska włożyła olbrzymi wkład w jego rozwój. Historia często służy politykom do manipulowania pamięcią. Na to nie mamy wpływu. Jednak należy podkreślić, że strona niemiecka pod wpływem mijającego czasu i historycznej refleksji, zaakceptowała nowy układ granicy, a włodarze obu miast poszli o krok dalej w relacjach naszych narodów. Lokalni samorządowcy Zgorzelca i Görlitz zacieśnili partnerskie relacje. 5 maja 1998 roku proklamowali projekt powstania Europa Miasta Görlitz-Zgorzelec. To obopólny wielki sukces. Musiało minąć tak wiele lat, żeby mieszkańcy podzielonego wyrokiem historii miasta, zaczęli o nim myśleć wspólnie. Jak ważna była skala tego wydarzenia w powojennej historii miasta uzmysławia Miasto wygnańców. Myślę, że zarówno Zgorzelczanie, jak i mieszkańcy Görlitz udowodnili, że pomimo barier językowych i kulturowych potrafią razem myśleć o przyszłości miasta nazywanego perłą Górnych Łużyc. Wbrew antyniemieckiej retoryce, życie po raz kolejny udowodniło, że można budować wspólną przyszłość. Coraz więcej Polaków mieszka po niemieckiej stronie miasta.
Ludzie, którzy z obu stron granicy nie akceptują drugiej strony - nigdy nie przechodzą za granicę. Co o nich sądzisz?
Może to wynikać z traumy jaką, przeżyli ich rodzice i dziadkowie w czasie wojny. Narracja antyniemiecka przekazywana z pokolenia na pokolenie ma się dobrze. Potrzeba jeszcze wielu lat żeby zmienić tę narrację. Podam taki przykład: Czy Polacy obwiniają Szwedów za ich krzywdy wyrządzone Polsce? Przecież w XVII i XVIII wieku walczyliśmy nieustannie ze szwedzkim zaborem. Jakoś nikt dzisiaj nie wypomina Szwedom „potopu”, największej katastrofy gospodarczo-demograficznej w dziejach I Rzeczypospolitej. Powtórzę, potrzeba więcej czasu żeby zasypać waśnie i spory, które nas tak bardzo poróżniły w XX wieku. Ksenofobia od wieków towarzyszy ludzkiej wspólnocie. Podam inny przykład. Kiedy Mieszko I przyjmował chrzest od Czechów, elity polityczne były przeciwne tej decyzji. Uważano, że musimy trwać w starej wierze przodków. Otwarcie na świat zewnętrzny stanowiło zagrożenie. Mogło przyczynić się do utraty zajmowanej pozycji w społeczeństwie. Ludzie zawsze boją się nowego, nieznanego. Nasi przodkowie jeszcze przez dwieście lat mieli problemy z zaakceptowaniem nowej religii. Dzisiaj jesteśmy europejskim bastionem broniącym chrześcijaństwa.
Poczucie tymczasowości jako miecz Damoklesa nad całym regionem. Czy to już minęło?
Poczucie tymczasowości jakie towarzyszyło pierwszym osadnikom po zakończeniu wojny było zjawiskiem powszechnym zarówno po stronie niemieckiej jak i polskiej. To co najbardziej obciążało psychikę zarówno Polaków jak i Niemców to brak stabilizacji. Podziwiam tych ludzi. Polaków w 1945 roku nie witano kwiatami. W Görlitz- Ost mieszkało prawie trzy tysiące Niemców. W samej Polsce w styczniu 1945 roku nie myślano na poważnie o ziemiach zachodnich. Społeczeństwo martwiło się o Lwów, Wilno. Pierwsi na Górne Łużyce dotarli żołnierze pobliskich stalagów i więźniowie obozów koncentracyjnych. Później dotarli żołnierze II Armii Wojska Polskiego i ich rodziny. Następnie żołnierze Armii Krajowej, którzy w obawie przed aresztowaniem masowo przyjeżdżali na Dolny Śląsk do polskiego Zgorzelca. Najliczniejszą rzeszę stanowili jednak szabrownicy i miłośnicy przygód, chcący szybko się wzbogacić. Jeżeli dodamy do tego pijanych i kradnących co się da żołnierzy Armii Czerwonej oraz niemieckich dezerterów, widzimy obraz i skalę grozy, z którą musieli się zmierzyć nowi osadnicy. Czy miecz Damoklesa wisiał nad Zgorzelcem? Oczywiście, że tak. Wchodziliśmy w okres zimnej wojny. Niemieccy duchowni oraz nowo powstała Republika Federalna Niemiec nie uznawały układu zgorzeleckiego z lipca 1950 roku. Polscy komuniści pierwszy polski budynek w Zgorzelcu wybudowali dopiero w 1958 roku, kiedy podjęto decyzję budowy elektrowni Turów. To świadczy, że nie byli pewni naszej obecności w tym regionie. Potwierdzeniem tej tezy była próba przehandlowania worka żytawskiego Czechosłowacji za Orawę i Spisz. Komuniści wbrew temu co mówili, sami nie wierzyli, że może się udać. Co do drugiej części pytanie. Nie wiem. W historii nie ma nic pewnego. Wg Heraklita z Efezu: Panta rhei.
Po co napisałeś książkę o początkach Zgorzelca?
To był przypadek. Tak naprawdę chciałem napisać historię zgorzeleckiej koszykówki i wspomnieć o początkach sportu w Zgorzelcu. Potrzebowałam trochę informacji o naszym mieście, dlatego wziąłem udział w sesji naukowej w Europejskim Centrum, poświęconej pamięci Romana Zgłobickiego, autora książki Obozy i cmentarze wojenne w Zgorzelcu. Podczas toczącej się debaty zaproszeni goście wyraźnie podkreślali, że miastu Zgorzelec brakuje własnej tożsamości. Ich zdaniem miało to związek z powstaniem miasta na gruzach niemieckiego dziedzictwa. To mnie zaciekawiło. Jak przystało na nieustępliwego człowieka rozpocząłem swoje śledztwo. Chciałem się przekonać czy teza ta była prawdziwa. I tak przez trzy kolejne lata szukałem odpowiedzi na intrygującą mnie zagadkę. Teraz mogę powiedzieć, że chyba mi się udało.

Zaskakujący moment geopolityczny - wisząca na włosku wojna z Czechosłowacją w 1945. Jak na to patrzysz? Przecież Czesi (przez pryzmat Szwejka) nie kojarzą nam się z jakąkolwiek agresją.
Musimy pamiętać co wydarzyło się w Czechosłowacji w 1938 roku. Praga została zdradzona w Monachium przez Wielką Brytanię i Francję. Polska postanowiła na tym skorzystać.1 października 1938 roku nasz rząd przedstawił Czechosłowacji ultimatum, w którym zażądała zwrotu Zaolzia, które Czechosłowacja zajęła siłą w 1919 roku. Wiarygodność Polski na arenie międzynarodowej mocno ucierpiała. Nieformalny sojusz z Hitlerem rzucił ponury cień na wizerunek Polski w świecie. Próba stworzenia mocarstwa w Europie środkowo-wschodniej, jaką lansował polski rząd sanacyjny, legła szybko w gruzach. Czesi nam tego nie zapomnieli. Postanowili zrewidować ustalone granice. Mieli do tego historyczne podstawy. Do 1620 roku Śląsk należał do ich królestwa. Te ziemie prawie trzysta lat należały do nich. W 1945 roku interwencja Stalina zapobiegła wojnie. Przy ocenie tych wydarzeń musimy pamiętać, że oba państwa wychodziły z mroków niemieckiej okupacji. Potrzebowały sukcesu na arenie międzynarodowej i akceptacji rodzimego społeczeństwa.
Państwo Łużyckie. Miało szansę? Co by było gdyby powstało?
To przykra historia. Łużyczanie nie mieli mocnych kart przetargowych w tej rozgrywce. Generalissimus Stalin uważał ich za cichych sojuszników Hitlera. W wielu źródłach znalazłem stwierdzenie, że uważał ich za faszystów, co nie było prawdą. Budziszyn opowiedział się za ideą niepodległości powołując się na oświadczenie Stalina o prawie do samostanowienia każdego narodu słowiańskiego. Bierut lawirował, czekał i nie podejmował wiążących decyzji. Nie chciał utraty Górnych Łużyc. W 1946 roku wiceminister Spraw Zagranicznych Zygmunt Modzelewski zasugerował Serbołużyckiej Radzie Narodowej, aby oficjalnie wycofała się z wszelkich roszczeń do ziem na wschód od Nysy Łużyckiej. W zamian Polska poparłaby szeroko rozumiany projekt łużycki, w tym powstanie placówki oświatowej w Zgorzelcu. Próba tego szantażu politycznego nie powiodła się. Łużyczanie odrzucili polską propozycję. Niestety, z każdym miesiącem ich położenie pogarszało się. Masowe przesiedlanie Niemców z terenów polskich na tereny zamieszkałe przez Serbołużyczan, zachwiało dominację autochtonów na obszarze całych Łużyc. Ostateczna decyzja w sprawie przyszłości Łużyc zapadła w 1948 roku. Stalin wykorzystał niechęć samych Niemców do realizacji tego projektu. 23 marca 1948 roku Landtag Saksonii uznał Serbołużyczan jako mniejszość narodową. Popieranie idei powstania państwa łużyckiego nie było w interesie zarówno Niemców jak i Polaków. Serbołużyczanie trafili na zły klimat polityczny, który pozbawił ich marzenia o niepodległości. Podpisanie w Zgorzelcu układu o granicy na Odrze i Nysie Łużyckiej z Niemiecką Republiką Demokratyczną zamknęło temat niepodległości Łużyc. Jeżeli chcielibyśmy się bawić w futurologię, i założyć, że powstałoby państwo łużyckie, polskiego Zgorzelca by nie było, a nasza rozmowa nigdy by się nie odbyła.
W naszej rozmowie ciągle przewija się postać Stalina jako genialnego stratega. Czy coś się zmieniło po latach w tej ocenie ?
Józef Wissarionowicz Dżugaszwili nazywany Stalinem był zbrodniarzem. Przebiegłym człowiekiem, który nikomu nie ufał. Miał to szczęście, że po drugiej stronie światowego konfliktu, nie było takiej osobowości oraz siły sprawczej, która zahamowałaby rosyjski imperializm. Rok 1945 to był szczytowy moment jego kariery. Armia Czerwona wywalczyła największe zwycięstwa w historii Rosji, większe niż pokonanie Napoleona w 1813 r. Syn zwykłego szewca decydował o losach świata. Niestety muszę się zgodzić z twierdzeniem, że powstaniu polskiego Zgorzelca towarzyszył cień Stalina. Nie działał on jednak z dobroci serca. Dyktator wiedział, że przekazując polskim komunistom wschodnie ziemie III Rzeszy, skazuje Polskę na serwilizm w relacjach z Moskwą. Doskonale zdawał sobie sprawę, że bez jego wsparcia Warszawa nie utrzyma nowo nabytych ziem na zachodzie. Na początku ten piekielny plan przynosił całkiem niezłe rezultaty. Jednak z czasem, już po śmierci tyrana, rzeczywistość zaczęła się zmieniać. Zadziałał czas który okazał się najlepszym antidotum na historyczne urazy polsko-niemieckie. Wystarczyło czterdzieści pięć lat, żeby porządek jałtański uległ erozji. Niestety obecnie, po osiemdziesięciu latach od zakończenia II wojny światowej powróciła próba wskrzeszenia imperium rosyjskiego. Wojna w Ukrainie pokazała, że dzieło Stalina ma naśladowców. Na szczęście dla nas, Polska w 1999 roku znalazła się w NATO, co miejmy nadzieję, daje nam gwarancje bezpieczeństwa.

Polský Zgorzelec a německé Görlitz – je to jedno město?
Není pochyb o tom, že město i jeho historické dědictví byly německé. Ale po osmdesáti letech správy východní části města Polska do jeho rozvoje vložila obrovské úsilí. Historie často slouží politikům k manipulaci s pamětí. To nemůžeme ovlivnit. Je však třeba zdůraznit, že německá strana pod vlivem plynoucího času a historické reflexe nové hraniční uspořádání akceptovala a představitelé obou měst učinili další krok v našich vzájemných vztazích. Místní samosprávy Zhořelce a Görlitz upevnily partnerské vztahy. 5. května 1998 vyhlásili projekt vzniku Evropského města Görlitz-Zhořelec. To je obrovský úspěch pro obě strany. Trvalo mnoho let, než obyvatelé města, rozděleného verdiktem historie, o něm začali přemýšlet společně. Zhořelečané i obyvatelé Görlitz prokázali, že navzdory jazykovým a kulturním bariérám dokážou společně plánovat budoucnost města, nazývaného perlou Horní Lužice. Navzdory antiněmecké rétorice život opět ukázal, že společná budoucnost je možná. Stále více Poláků dnes žije na německé straně města.
Lidé z obou stran hranice, kteří neakceptují druhou stranu, nikdy hranici nepřekračují. Co si o nich myslíš?
Možná to vychází z traumatu, které prožili jejich rodiče a prarodiče během války. Protineměcké vyprávění, předávané z generace na generaci, je stále živé. Bude potřeba ještě mnoho let, aby se tato narace změnila. Dám příklad: Obviňují dnes Poláci Švédy za křivdy, které jim způsobili? Vždyť v 17. a 18. století s nimi nepřetržitě bojovali o nadvládu nad územím. A přesto dnes nikdo Švédům nepřipomíná „potopu“, největší hospodářskou a demografickou katastrofu v dějinách První republiky. Znovu opakuji, je potřeba více času k zahlazení rozporů, které nás ve 20. století tolik rozdělily.
Xenofobie provází lidskou společnost po staletí. Další příklad: Když Měšek I. přijal křest od Čechů, politické elity byly silně proti. Tvrdily, že bychom měli setrvat u víry svých předků. Otevření se vnějšímu světu bylo považováno za hrozbu a mohlo vést ke ztrátě společenského postavení. Lidé se vždy bojí nového, neznámého. Naši předkové měli ještě dvě stě let problémy s přijetím nové víry. A dnes jsme evropskou baštou bránící křesťanství.
Pocit dočasnosti jako Damoklův meč nad celým regionem. Už to pominulo?
Pocit dočasnosti, který provázel první osadníky po skončení války, byl běžným jevem jak na německé, tak na polské straně. To, co nejvíce zatěžovalo psychiku jak Poláků, tak Němců, byl nedostatek stability. Obdivuji ty lidi. Poláky v roce 1945 nikdo nevítal květinami. Ve Görlitz-Ost tehdy žilo téměř tři tisíce Němců. V samotném Polsku se v lednu 1945 o západních územích ještě vážně neuvažovalo. Společnost se tehdy obávala o Lvov a Vilnius.
Na Horní Lužici jako první dorazili vojáci z okolních zajateckých táborů a vězni koncentračních táborů. Později přijeli vojáci 2. armády Polského vojska a jejich rodiny. Následovali vojáci Zemské armády (Armia Krajowa), kteří ve strachu před zatčením hromadně přijížděli na Dolní Slezsko do polského Zhořelce. Nejpočetnější skupinu však tvořili rabující lidé a dobrodruzi, kteří se chtěli rychle obohatit. Pokud k tomu připočteme opilé a kradoucí vojáky Rudé armády a německé dezertéry, vidíme obraz a rozsah hrůzy, s níž se museli noví osadníci vypořádat.
Visel Damoklův meč nad Zhořelcem? Samozřejmě, že ano. Vstupovali jsme do období studené války. Němečtí duchovní i nově vzniklá Spolková republika Německo neuznávali Zhořeleckou dohodu z července 1950. Polští komunisté postavili první polskou budovu ve Zhořelci až v roce 1958, když bylo rozhodnuto o výstavbě elektrárny Turów. To svědčí o tom, že si nebyli jisti naší přítomností v tomto regionu. Potvrzením této teze byl pokus vyměnit Žitavský výběžek s Československem za Oravu a Spiš. Komunisté, navzdory tomu, co říkali, sami nevěřili, že by se to mohlo podařit.
A co se týče druhé části otázky? Nevím. V historii není nic jisté. Podle Hérakleita z Efesu: Panta rhei (vše plyne).
Proč jste napsal knihu o začátcích Zhořelce?
Byla to náhoda. Ve skutečnosti jsem chtěl napsat historii zhořeleckého basketbalu a zmínit začátky sportu ve Zhořelci. Potřeboval jsem však nějaké informace o našem městě, a proto jsem se zúčastnil vědeckého sympozia v Evropském centru, věnovaného památce Romana Zgłobického, autora knihy Tábory a válečné hřbitovy ve Zhořelci.
Během probíhající debaty hosté jasně zdůrazňovali, že městu Zhořelec chybí vlastní identita. Podle nich to souviselo se vznikem města na troskách německého dědictví. To mě zaujalo. Jako vytrvalý člověk jsem se pustil do pátrání. Chtěl jsem zjistit, zda je tato teze pravdivá. A tak jsem po tři roky hledal odpověď na tuto fascinující otázku. Dnes mohu říct, že se mi to snad podařilo.
